Gry Indie

Z zaciekawieniem obserwuję to, co dzieje się od paru lat na rynku gier komputerowych – całe zjawisko gier indie, pobudzone przez technologię telefonów i tabletów, pozwalające wyżyć się indywidualnym twórcom, wolnym od narzucanych przez lata schematów gdzie dominowały tytuły wielkie o budżetach porównywalnych z kinowymi produkcjami filmowymi. Obecnie niewielkie gry projektowane są przez małe studia, często pojedyncze osoby, w stosunkowo krótkim czasie, po godzinach i za małe pieniądze – to ograniczenia które autorzy przekuwają na sukces, jeśli nawet nie komercyjny (bo raczej niewielu udaje się zarobić na grach indie) to na satysfakcję ze zrobienia oryginalnej gry. Ograniczenia w projektowaniu zawsze pobudzają kreatywność. Tworząc mały projekt, autorski, można eksperymentować swobodnie i wkraczać z tematem czy mechaniką w sfery dotąd przez gry nie wykorzystywane. Mało tego – jest coraz więcej gier ambitnych czy scenariuszy o natężeniu emocjonalny zarezerwowanym do tej pory dla filmowego czy literackiego dramatu.

Jak to się ma do gier planszowych? Popularność gier planszowych opiera się na tym, że są alternatywą dla rozrywki cyfrowej i na aspekcie społecznym – potrzebie spędzania czasu razem z ludźmi w realu – zatem na swój sposób są one alternatywne z samej zasady, przynajmniej wobec samotniczego trybu życia w dobie internetu. Zatem czy gry indie mogą być dla nas inspiracją, czy raczej na odwrót? Czy projektanci gier planszowych są indie? Czy gracze w gry planszowe są graczami gier alternatywnych?

W gronie projektantów planszowych mechanik nie można narzekać na brak kreatywności – co jakiś czas pojawia się gra, która stanowi kamień milowy, rozwiązanie genialne w swej prostocie, wzbudzające zazdrosne „dlaczego ja tego nie wymyśliłem”. I to często właśnie autorzy gier planszowych zasilają studia gier komputerowych, a ich pomysły przenoszone się na tablety czy przeglądarki, ich dzieła inspirują i w tej kwestii nie mamy się czego wstydzić. Ten trend trzeba jednak pielęgnować i ciągle poszukiwać nowych rozwiązań. Sytuacja wygląda nieco inaczej w kwestii mnie interesującej szczególnie – oprawy wizualnej, gdzie wyraźnie daje się dostrzec krzepnięcie. Z uwagi na to, że rynek gier planszowych jest stosunkowo młody, nie wytworzyły się jeszcze w pełni, całe szczęście, schematy projektowe tak, jak przy innych produktach: keczup musi być czerwony, pasta do zębów niebieska itp. Widać już jednak pewne tendencje: półkę gier dla geeków fantastyki narzucają amerykańskie wydawnictwa, które fundują produkt ilustrowany przez najlepszych rysowników na świecie, preferując styl realistyczny i widowiskowy. Gry dla dzieci, jak każdy produkt dla maluchów, muszą być zdominowane przez wyraźne kolory. Oprawa wizualna gier logicznych musi przypominać o ich powadze, o tym, że są strawą dla umysłu zatem powinna z nim współgrać – być logiczna, nie rozpraszać, przywodzić na myśl klasyczne szachy czy warcaby i być abstrakcyjna. W szerokim zakresie gier rodzinnych zadowolony musi być zarówno dorosły jak i dziecko – furorę robi styl a la Menzel zapoczątkowany bodaj przez Filary Ziemi. Tak naprawdę to zgadzam się z powyższym – i ja lubię widowiskowy realizm w grach fantasy, rzeczową abstrakcję gier logicznych, pozytywną kolorowość gier dla najmłodszych oraz pełne szczegółów plansze gier rodzinnych. Tylko brakuje mi w tym nieco szaleństwa i świeżości. Na tej płaszczyźnie gry indie mogą być inspirujące – projektanci trochę z musu, a trochę z potrzeby porzucili utarte ścieżki i chętnie sięgają po, wydawać by się mogło, zapomniany pixelart, operowanie kiczem, zabawy z kolorem, słowem wszystko to, o czym handlowiec powiedziałby „to się w markecie nie sprzeda”. I dobrze, niech się nie sprzeda – gra wydana niskim kosztem, w małym nakładzie nie musi konkurować z produktami FFG, nie musi ich zatem kopiować pod względem stylistycznym – jeżeli będzie dobra, to znajdzie grono wyznawców, a na dodatek może starać się trafić w gusta zupełnie innego klienta, nie uwzględnionego przez masowego wytwórcę. Oczywiście nie zachęcam nikogo do tego, żeby porzucił ambicje o komercyjnym sukcesie – chodzi mi o to, że eksperyment to ciekawsza droga do osiągnięcia sukcesu niż powielanie – przykładem niech będzie Minecraft – brzydka gra która pomysłem zrobiła z jej autora milionera – uderzając w odwieczną potrzebę człowieka w… bawienie się klockami.

Ilustracja na górze: Superbrothers: Sword and sorcery

AEHv0KxJy1IYF7LU53YUshNi8TNv_-I7p9uT0xZ0KuE8EXQAz-LU7tDvmtybHfWeOA_s2000_large_verge_medium_landscape

Rymdkapsel

limbo-2

Limbo

FEZ

FEZ

  • Nie wiem dlaczego, ale od dłuższego czasu chciałbym zobaczyć grę z porządną grafiką typu PixelArt a’la FEZ, czy właśnie Sword And Sorcery. Były gry stylizowane na 8 czy 16bitowe gry jak Pixel Lincoln ale chodzi mi o coś trochę innego.
    No i czekam na kolejną grę ilustrowaną przez Ciebie: Mare Balticum – pomysł był genialny, a Vampire Empire to kwintesencja klimatycznej oprawy graficznej

    • PiotroZnadPlanszy

      Huh, dzięki. Może doczekasz się pixelartu w grze planszowej, jak pewne plany wypalą ;]