Combat Commander

Nagrałem videorecenzję prawie miesiąc temu, ale wstrzymywałem się z publikacją, żeby napisać coś mądrego w nawiązaniu do gry, pokrętną paralelę albo hymn chwalebny. Problem w tym, że o Combat Commanderze wspominałem już we wcześniejszych wpisach, tak jak pisałem o tworzeniu opowieści przez grę, a co uznaję za największą zaletę tego tytułu. Zatem nie będę się rozwodził i zapraszam do obejrzenia recenzji z dużą dawką wyrozumiałości dla niedociągnięć technicznych, zmienna ostrością, różnicami w głośności i akcentowaniem jak Wildstein.

 

Dodam jeszcze, że staram się jak mogę, aby recki były krótkie i obecną udało mi się zawrzeć w nieco ponad 20 minutach, chociaż w przypadku tego tytułu i gadanie przez godzinę nie wyczerpałoby tematu. W Combat Commandera trzeba po prostu zagrać. A potem kupić.

 

  • Marcin Przybylski

    zajebisty wskaźnik 🙂
    ja miałem dwa podejścia do CC i jakoś nie ogranąłem
    wiem, czuję, że to super gra, więc obejrzę recenzję i po raz kolejny usiądę do CC